Felietony

Humdrum

Off 1

Powrót szarej rzeczywistości po świętach był niezwykle bolesny. W „zieloną noc” nie zmrużyłam oka. Na samą myśl wstawania wcześnie rano i chodzenia do szkoły robiło mi się niedobrze. Wiedziałam, że przed końcem półrocza nauczyciele dostaną świra i wiele się nie pomyliłam. Dwa najbliższe tygodnie mam zapchane sprawdzianami. Nie żebym się jakoś specjalnie tym przejmowała, ale bądź co bądź przydałoby się przyzwoicie zakończyć ten semestr. Jak bardzo zjadę z ocenami, rodzice oczywiście powiedzą, że to przez Kubę o i chcąc, nie chcąc muszę się wziąć do roboty. Niestety przez święta niezwykle się rozleniwiłam i jest naprawdę ciężko. Do tego czuję, że dopada mnie jakaś chandra. Przytłacza mnie ta zima, długie, ciemne wieczory. Cały czas jestem senna i nie mogę się na niczym skupić. Oczywiście nie chodzę smętna i nie marudzę, choć zdarza mi się to co raz częściej. Do tego jestem jakaś dziwnie rozdrażniona. Ciągle mam ochotę na wszystkich krzyczeć i stawiać na swoim. Niestety po Kubie widzę to samo. Co raz częściej się na mnie wkurza, co niekoniecznie motywuje do bycia uprzejmą. Poza tym tak jakoś przykro się robi… Ale staram się nie dramatyzować. Każdy ma prawo do gorszego humoru. Nie dziwię mu się. Ma studia, teraz zaczną mu się egzaminy. Zauważyłam już jakiś czas temu dziwną przypadłość u facetów. Kiedy mają coś na głowie, co ich może trochę przerasta, stają się nieznośni. Liczy się tylko ich problem i nic więcej. Zawsze wszystko musi być po ich myśli, bo jeśli nie to jest koniec świata. Nie ma na to jakiejś specjalnej recepty. Po prostu trzeba to znieść i dodatkowo pomóc im rozwiązać wszelkie problemy. W kwestii studiów niewiele mu pomogę. Sam musi się wziąć za naukę, ja Go mogę tylko wspierać i nie truć mu głowy. Tylko, że czasami jest naprawdę ciężko, bo też niejednokrotnie mam wszystkiego dość. Chciałabym, żeby wszyscy wokół mnie tańczyli i mi usługiwali. Niestety „życie to nie bajka…”i muszę sobie radzić sama.

Trochę dramatycznie zaczęłam, może optymistyczniej skończę. Zaczął się rok osiemnastek. Jeszcze nikt nie organizował imprezy i w sumie się nie dziwię, tak zaraz po świętach. Ale torty w szkole tradycyjnie już były. Dwie dziewczyny ode mnie z klasy postawiły się. Chyba wybrały nienajlepsze cukiernie, bo ciężko było to zjeść. Nawet koleżanki z innych klas nie dały się namówić na pięknie wyglądający kawałek ciasta. Na szczęście przypomniałam sobie, że mam „szwagra” w szkole i na przerwie pędem udałam się do Niego. Chłopak widząc owy smakołyk lekko się skrzywił i zaczął uroczo wykręcać, że niby nie głodny, że dopiero jadł. Chwała mu jednak za to, że nie zostawił mnie samej z problemem i zaczął namawiać kolegów. Po długich poszukiwaniach zlitował się nade mną jeden dobrodziej ;D

Uradowana udałam się do dziewczyn i tu kolejna niespodzianka. Okazało się, że jedna z naszej czwórki rozstała się wczoraj z facetem. Powód-perfidne kłamstwo, a do tego zdrada. Dzień wcześniej była podobna sytuacja znowuż z jej przyjaciółką. Tym razem poszło o zbyt częste podnoszenie ręki na Nią. Nie dziwię się, że Go zostawiła-ćpun, damski bokser, a do tego kretyn skończony. Obie te sytuacje i fakt, że Kuba ostatnio ciągle się na mnie wkurza nieco mnie zaniepokoiły. Może dałam się trochę ponieść fantazji. Rok temu, też w zimie była dokładnie taka sama sytuacja. Około dziesięciu rozstań, wydawałoby się idealnych par. Napisałam Kubie smsa, ale gdybym wiedziała, że dostanę taką odpowiedz, jaką dostałam, nie zrobiłabym tego. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem i cierpliwie czekam aż skończy zajęcia. Mam nadzieję, że dobrze mu dzisiaj poszło zaliczenie na studiach, a właściwie dobrze mu idzie… Jeśli wszystko odbywa się planowo to właśnie teraz produkuje się na zajęciach marketingu.

Ostatnio rzeczywiście dość często ponosi mnie fantazja. Nie raz tworzę historie, że Kuba mnie zdradza, bądź też z pewnością będzie mnie zdradzał w przyszłości. Po dokładniejszym przemyśleniu tych moich teorii zawsze dochodzę do wniosku, że to jest nierealne i wręcz śmieszne, ale nic na to nie poradzę, że jestem kobietą i mam zdolność do wymyślania. I choćbym nie wiem jak chciała, naprawdę trudno jest to zmienić.

Czekam już na półmetek-16.01. Trochę się pobawimy, pośmiejemy. Później Bieszczady. Ich się chyba najbardziej nie mogę doczekać. Tam znikają wszelkie problemy. Nie liczy się nic i nikt, tylko my i to, że możemy spędzić trochę czasu razem, bez świadków, bez wiecznego marudzenia i przeszkadzania. Za każdym razem jak tam jedziemy, szykujemy coś specjalnego. Była już kolacja przy świecach i różne przebieranki, w moim wykonaniu. Bo mi wystarczy, że Kuba się rozbierze, nie musi się w nic przebierać i robić z siebie pedała ;D Tym razem szykuję coś specjalnego. Na samą myśl o tym, serce mi szybciej bije. Pewnie jak przyjdzie co do czego, to będę się trzęsła jak przed pierwszym razem, ale Kubuś jest wyrozumiały. Poza tym, jak zobaczy co się święci to nie będzie miał czasu ani o niczym pomyśleć ;D Czekam jeszcze tylko na przesyłkę z allegro i mimo, że do wyjazdu jeszcze jakieś 3 tyg to już zaczynam myśleć, co spakuję 😉

Jeszcze tylko trzeba będzie zarządzić tygodniowy celibat przed wyjazdem i liczyć na to, że będziemy się dobrze bawić.

Póki co czas zejść na ziemię i zrobić co nieco zanim Kuba wróci.

PS. Piosenkę tą szykuję w Bieszczady. Zupełnie nie mój styl, ale do tego co planuję idealnie się nadaje. Kuba jak ją usłyszał stwierdził, że jest odpowiednia do striptizu. Wyczułam nutkę sugestii z Jego strony ;D Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam, żeby mu nie wykluczać możliwości. Niech sobie chłopak pogłówkuje jeszcze jakiś czas. Dowie się na miejscu w drugą noc 😉

About the author / 

admin

Related Posts

Losowe artykuły:

  • Szkoła musicalowa

    Czy szkoła musicalowa jest ciężka? Jeżeli chce się coś w życiu osiągnąć, zwykle trzeba na to bardzo ciężko pracować. Można oczywiście urodzić się z nadzwyczajnym talentem do gry aktorskiej, śpiewu i tańca, ale nawet ten talent nie wystarczy, jeżeli nie będzie się nad nim pracować. Mówi się przecież, że ten naturalny dar to co najwyżej…

  • We have a future

    Zabieram się do napisania tego posta już od prawie godziny i byłabym się za to nie wzięła gdyby nie czysta konieczność. Nie znam dokładnej przyczyny chwilowej (mam nadzieję!) utraty łączności z moim cudownym Internetem, dlatego też nie chcąc zwariować w chwili oczekiwania korzystam z niezawodnego (coś czuję, że do czasu) Worda. Poczekam, aż łaskawie moje…